[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wydawało jej się, że kiedy zdoła już przekonać Małgorza-tę, by nie ufała Almarykowi, ta już będzie wiedziała, co dalej robić.Jak postąpić?Małgorzata nie wiedziała, podobnie jak ona sama.Z przerażeniem uświadomiłasobie, że na nich obu spoczywa teraz odpowiedzialność za uratowanie ukochanychmężczyzn.- Jedyna rada, jaką mogę ci dać, to że póki utrzymasz Damietę, poty będzieszmiała czym targować życie króla.Nie wolno opuścić miasta.Możesz utrzymać Da-mietę.Mamy około pięćdziesięciu rycerzy.Może są starzy, ale muszą być dobrzy wswoim rzemiośle, skoro dożyli póznych lat.Mamy służbę i paziów, mamy prostylud, któremu można dać broń.Może namówimy genueńczyków, żeby przysłali zokrętów swoich łuczników.Z taką siłą utrzymamy się przez jakiś czas.Możesz wysy-łać wieści do twierdz chrześcijańskich na Cyprze, w Syrii i Palestynie.Prosić o posiłki.Templariusze i szpitalnicy przyślą pomoc.Jaki rycerski człowiekodmówi królowej Francji w niebezpieczeństwie?Małgorzata ujęła dłoń Nicoletty, jej uścisk był teraz silniejszy.- Tak, póki mamy okręty, nie wszystko stracone.- Poślij do królowej Blanki wieści o tym, co się stało.Pisz, że potrzebujemypieniędzy na okup.Templariusze trzymają klucze od skarbca Francji i mają banki wcałej Ziemi Zamorskiej.Mogą przekazać tu pieniądze.- Oczywiście! - wykrzyknęła Małgorzata.- Musisz też posłać słowo do sułtana, dać znać, że gotowa jesteś układać się znim.Może mógłby pojechać do niego patriarcha z rozjemczą chorągwią.- Tak - kolory wracały na policzki Małgorzaty, ale zaraz zbladła i twarz jej po-smutniała. 421- Co mam zrobić z twoim mężem? Mam go oskarżyć, uwięzić?- Na razie chyba nie.Nie masz dowodów jego zdrady, tylko moje słowo, a tonie dość, by przekonać innych.Spowodujesz rozłam w naszych siłach, jeśli oskar-żysz go teraz.Nie wolno ci tylko dopuścić, żeby Almaryk przejął dowództwo nadmiastem.Ty musisz tu rozkazywać w imieniu króla, tak by nikt nie miał wątpliwo-ści, że władza jest w twoim ręku.Możesz go wyznaczyć na dowodzącego obroną, alena twój wyrazny rozkaz.Sprawić, żeby obrona miasta była dla niego sprawą hono-ru.Może go to powstrzyma od uczynienia czegoś, co mogłoby osłabić nasz opórwobec Saracenów i zmusić nas do opuszczenia miasta.A jeśli to zrobi, będzieszmiała dowód, by otwarcie wystąpić przeciw niemu.- Trudno będzie rozmawiać z nim, ukrywając, że myślę o nim jak o wrogu.- Potrafisz tego dokonać, ja robię to od lat - dodała z goryczą.- Zwołam dzisiaj wszystkich ludzi odpowiedzialnych za miasto - powiedziałaMałgorzata z nagłą determinacją - powiem im, że jak długo król, jego bracia i resztaarmii pozostają w niewoli u Egipcjan, tak długo musimy utrzymać miasto.Znowu na jej twarzy pojawiło się wahanie.- Naprawdę wierzysz, Nicoletto, że możemy tego dokonać? Z kilkoma ryce-rzami starcami, na wpół piracką bandą genueńczyków i baronem, który chce się-gnąć po tron?- Mamy siebie, Małgorzato - odpowiedziała Nicoletta, ujmując jej dłonie.-Czyż nie jesteśmy kobietami Langwedocji?- Tak - po twarzy Małgorzaty przemknął uśmiech, który przyprawił Nicolettę ołzy.- Pokażę im wszystkim, Saracenom, genueńczykom i naszemu ludowi, jakąkrólową potrafi być kobieta z Langwedocji.* * * XXIXO Boże, jeść - warknął Almaryk, kiedy wchodzili razem do ich egipskiej kwatery.- Od miesięcy nie jadłem nic godziwego.Potem ta głupia kobieta, która mnie obu-dziła swoim wezwaniem i zabrała czas.Przynieś mi zaraz chleba, sera, owoców, każsłużbie upiec wołowiny.I wino, dzban dobrego cypryjskiego wina.Nicoletta wydała polecenia, Almaryk usiadł ciężko na sof�e.Służący ustawili przed nim stół, Nicoletta usiadła naprzeciw męża na złoconympodnóżku.Czuła się tak, jakby była zamknięta w klatce z rozwścieczonym wilkiem.Rzucił się na jedzenie, popijając wielkie kęsy solidnymi haustami wina.Ona sama jadła owoce.Nie miała apetytu.Wszystko ułożyło się, jak chciała.Jaka dumna była z Małgorzaty, kiedy tamtazdecydowanie oświadczyła wszystkim zebranym, że nie odda miasta.Almaryk się pienił, jak się spodziewała, ale Małgorzata postawiła na swoim.Ler-cari żądał pisemnych gwarancji na większe opłaty za ludzi i okręty.Małgorzata po-prosiła o pióro, pergamin, napisała krótką notkę i pchnęła ją admirałowi niczymjałmużnę żebrakowi.Nicoletta niemal uśmiechnęła się na wspomnienie tej sceny, ale nie odważyła sięśmiać w obecności Almaryka.Teraz, kiedy wpił się w połeć wołowiny, jadł już nieco wolniej, przerwał na chwi-lę, by spojrzeć na Nicolettę.- Masz z tym coś wspólnego, Nicoletto.Zrobiła się czujna, bała się, że może ją podejrzewać.- Z czym, panie? 423- Na świętego Dominika, nie udawaj niewinnej.Kiedy się obudziłem dzisiajrano, ty już byłaś w pałacu.Zapewne z dobrymi radami dla Małgorzaty.- To mój obowiązek służyć królowej, potrzebuje mnie teraz bardziej niż kiedy-kolwiek.- Kiedy wczoraj stanąłem przy jej łożu, byłem pewien, że przekonam ją dzisiaj -z twoją pomocą - aby natychmiast odpłynąć na Cypr.Budzę się rano i widzę, żezaczyna się przygotowywać na wypadek oblężenia miasta.Kto ją tak odmienił, Ni-coletto?Nie mogła oderwać wzroku od jego wielkich, ociekających krwią dłoni, w któ-rych trzymał olbrzymią wołową kość.Czuła niemal, jak zaciskają się na jej szyi.- Królowa sama podejmuje decyzje, panie, ale to prawda, że pytała mnie o ra-dę.- I coś jej powiedziała? - zapytał z grozną łagodnością, odkładając kawał mięsa.Nie mogę okazać strachu, trzeba udawać, że to zwyczajna rozmowa.- Powiedziałam, że zamiast po prostu oddać Damietę, powinna użyć miasta doprzetargów z Saracenami.Oddamy miasto w zamian za wolność króla.Ręka Almaryka wystrzeliła poprzez stół, chwycił ją za nadgarstek.Dotyk jegopalców, tłustych od mięsa, przyprawiał o gęsią skórkę.- Więc to jednak ty.Wszystko zniszczyłaś.Od tej chwili nakazuję ci jako żonie,która winna jest posłuszeństwo mężowi, mówić królowej tylko to, co ja mówić pole-cę.Boże, jakże go nienawidziła.Szarpnęła ręką, uwalniając nadgarstek.- Nie możesz winić kobiety, nawet jeśli jest królową, że nie chce opuścić w nie-szczęściu swojego męża, panie.Spojrzał bacznie.Zastanawia się, ile z tego rozumiem.- Pozostawanie w Damiecie to bezrozumne marnowanie ludzi i pieniędzy.Ar-mia jest zgubiona.Myśl o Rolandzie, Ludwiku i tylu innych zacnych ludziach cierpiących i umiera-jących w tej samej chwili, kiedy Almaryk spokojnie opycha się wołowym mięsem, 424doprowadzała ją do wściekłości.- Nie dość wam, panie, że zostawiliście całą armię na pastwę Turków? Porzuci-liście wszystkich swoich ludzi? Nawet waszego wiernego wasala d'Etampesa?Wszystkich z wyjątkiem tego płaszczącego się Maurycego.Musiałeś tak postąpić?Krew odpłynęła mu z twarzy.Patrzył na nią, odsłaniając zęby w jakimś grymasie.- Nazwiesz mnie tchórzem?- Nie, nie.- Głos jej zadrżał, gdy z przerażeniem zdała sobie sprawę, jak nie-bezpieczne było to, co powiedziała w porywie gniewu.Wyciągnął w jej stronę ociekający tłuszczem paluch.- To ten trubadur.To o nim myślisz, kiedy prawisz mi o moich towarzyszach.Nigdyś o nim nie zapomniała, czy nie tak? Drżysz o niego.- W jego głosie brzmiałakpina.- Drżę o wszystkich wydanych na śmierć i pojmanych w niewolę, czy ich znam,czy nie.Almaryk nachylił się ku niej, odsłaniając zęby w zwierzęcym uśmiechu.- Miło mi położyć kres twym lękom, moja pani.Twój dawny kochanek, truba-dur, nie żyje [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • milosnikstop.keep.pl
  • p") ?>